<?xml version='1.0' encoding='UTF-8'?><?xml-stylesheet href="http://www.blogger.com/styles/atom.css" type="text/css"?><feed xmlns='http://www.w3.org/2005/Atom' xmlns:openSearch='http://a9.com/-/spec/opensearchrss/1.0/' xmlns:georss='http://www.georss.org/georss' xmlns:gd='http://schemas.google.com/g/2005' xmlns:thr='http://purl.org/syndication/thread/1.0'><id>tag:blogger.com,1999:blog-5148071958091785568</id><updated>2011-12-30T21:22:09.339-08:00</updated><category term='urasawa'/><category term='komedia'/><category term='zły film'/><category term='muzyka'/><category term='film'/><category term='pluto'/><category term='manga'/><category term='dokument'/><category term='horror'/><category term='książka'/><category term='komiks'/><category term='sceny'/><title type='text'>antykwarium</title><subtitle type='html'></subtitle><link rel='http://schemas.google.com/g/2005#feed' type='application/atom+xml' href='http://antykwarium.blogspot.com/feeds/posts/default'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5148071958091785568/posts/default?max-results=100'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://antykwarium.blogspot.com/'/><link rel='hub' href='http://pubsubhubbub.appspot.com/'/><author><name>Karol</name><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='33' height='19' src='http://3.bp.blogspot.com/-d-ChJ32aYKM/Taxjq37JC2I/AAAAAAAAAO8/j-8kFs4p3Os/s220/tenma.jpg'/></author><generator version='7.00' uri='http://www.blogger.com'>Blogger</generator><openSearch:totalResults>9</openSearch:totalResults><openSearch:startIndex>1</openSearch:startIndex><openSearch:itemsPerPage>100</openSearch:itemsPerPage><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-5148071958091785568.post-1326424500384420443</id><published>2011-09-29T08:22:00.000-07:00</published><updated>2011-10-08T13:34:53.706-07:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='urasawa'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='komiks'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='pluto'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='manga'/><title type='text'>"Pluto" czyli egzystencjalnie o AstroBoyu</title><content type='html'>&lt;p align="justify"&gt;Pojawienie się na polskim rynku takiej mangi jak "Pluto" to wydarzenie wyjątkowe z kilku powodów. Po pierwsze - jest to tytuł niełatwy i (często) nieprzyjemny, a takie sprzedają się trudno, a wydawcy boją się wprowadzać je na rynek. Po drugie - "Pluto" zupełnie wykracza poza przyjęty przez wielu obraz mangi (i przy okazji anime), jako głupawych historyjek z postaciami o gigantycznych oczach. Jest to też pierwsza wydana w naszym kraju manga Naoki Urasawy - prawdopodobnie najznakomitszego humanisty japońskiego komiksu, o którego "21st Century Boys" i - przede wszystkim - "Monster" zapewne jeszcze tu napiszę. I po kolejne - jest to historia o robotach, które były na wojnie, a teraz mają z tego powodu koszmary. I wyrzuty sumienia.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://2.bp.blogspot.com/-c3ttbJ47TPc/TcK0zt7fNPI/AAAAAAAAAPg/iOinSlMBLHs/s1600/phpfFaMGIAM.jpg"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 304px; height: 320px;" src="http://2.bp.blogspot.com/-c3ttbJ47TPc/TcK0zt7fNPI/AAAAAAAAAPg/iOinSlMBLHs/s320/phpfFaMGIAM.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5603239686997751026" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a name='more'&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;Muszę cofnąć się o dekadę żeby przypomnieć sobie ostatni film poruszający temat sztucznej inteligencji, który potrafił powiedzieć coś w miarę świeżego i do tego w ciekawy, niebanalny sposób. Film adekwatnie nazywał się "A.I. Sztuczna Inteligencja" i - pomijając ostatnie 10 minut - jest przykładem doskonałej, zadziwiająco mrocznej (szczególnie jak na tego reżysera) refleksji na temat człowieczeństwa. Później jest już tylko wielka pustka, którą zapełnić próbował choćby Alex Proyas powołując się na autorytet w postaci Asimova, ale poza obiecującym tytułem "Ja, robot", potrafił tylko zaoferować Willa Smitha w Conversach i scenę w tunelu, podczas której setki robotów próbowały mu owe buty wyrwać (wraz z kończynami). Refleksji nie stwierdzono, a sam Proyas grzecznie przeniósł się do kolejnego projektu, w którym to Nicolas Cage odkrywa, że liczby napisane przez małą dziewczynkę w latach 50-tych wyznaczają kolejne katastrofy na Ziemi. Na szczęście w kilka lat później szansę opowiedzenia czegoś ambitniejszego w tym temacie wykorzystał Duncan Jones przedstawiając postać GERTY'ego - robota o głosie Kevina Spaceya, który wśród podstawowych komend i wytycznych znajduje miejsce na litość i współczucie. Warto też wspomnieć o serii "Battlestar Gallactica", która w natłoku akcji, intryg i wojennych manewrów nie zapomniała o dywagacjach na temat tragicznej cylońskiej natury.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;W gruncie rzeczy miejscem, gdzie roboty i androidy czują się najlepiej i nie są spychane na margines sztuk wizualnych jest Japonia. Tematyka robotyczna cieszy się tam nieprzerwaną od lat popularnością, w ostatnich latach racząc nas takimi produkcjami jak choćby dzielące publikę "Ghost in the Shell: Innocence" (plus "Stand Alone Complex" gdzie roboty bojowe o mentalności iście dziecięcej dyskutują o istnieniu Boga) czy "Ergo Proxy". Jednym z pionierów tego nurtu w tamtych stronach był Osamu Tezuka, który już pod koniec lat 40-tych tworzył historie opierające się na ścisłych relacjach ludzi i maszyn - "Metropolis" (adaptacja filmu Fritza Langa, która doczekała się też swojej - notabene świetnej - wersji anime) oraz serię "Astro Boy". To ten tytuł - w wersji komiksowej oraz filmowej - przyniósł mu największy rozgłos i światowe uznanie (Kubrick był zachwycony i zaproponował twórcy kierownictwo artystyczne nad "2001: Odyseją kosmiczną", Tezuka jednak odmówił). I choć od zakończenia pierwszej telewizyjnej serii (reżyserowanej przez autora oryginału) minęło już prawie pięćdziesiąt lat, "Astro Boy" wciąż pozostaje niezwykłym fenomenem, czego dowodem są choćby 50-odcinkowy remake z 2003 roku, stworzony przez Amerykanów animowany film kinowy (który poniósł bolesną klęskę finansową, nawet w Japonii), czy też właśnie "Pluto".&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://1.bp.blogspot.com/-oWZytCoa-o0/Td7xwcP70GI/AAAAAAAAAPo/QjYI1XZHr4g/s1600/pluto1.jpg"&gt;&lt;img style="float:left; margin:0 10px 10px 0;cursor:pointer; cursor:hand;width: 230px; height: 320px;" src="http://1.bp.blogspot.com/-oWZytCoa-o0/Td7xwcP70GI/AAAAAAAAAPo/QjYI1XZHr4g/s320/pluto1.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5611188000269258850" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;Urasawa, który jest wielkim fanem dzieł Tezuki, wziął na warsztat jeden z tomów mangi o Astro Boyu – „Najsilniejszy robot na ziemi”, kompletnie zmieniając nastrój opowieści, przenosząc akcenty i czyniąc głównym protagonistą jednego z drugoplanowych bohaterów. Tym samym otrzymał opowieść utrzymaną w zupełnie innym stylu, ale kontynuującą i rozwijającą wątki i refleksje zapoczątkowane przez swojego mistrza. Mamy więc nieokreśloną bliżej przyszłość, futurystyczne wieżowce, piętno zakończonej niedawno wojny (nazywanej 34 Incydentem Wschodnioazjatyckim) oraz roboty. Na przekór typowej wizji sci-fi, roboty i androidy nie są traktowane jak przedmioty, lecz jak członkowie społeczeństwa – nie do końca równi, lecz mający swoje prawa i przywileje, a także – o czym przekonujemy się wkrótce – darzone przez ludzi dużą sympatią. Złożona intryga „Pluto” zaczyna się od zabójstwa dokonanego na robocie; zabójstwa, które wzbudza w ludziach (!) autentyczny żal i ból straty. Podczas próby ugaszenia potężnego pożaru zostaje zniszczony Mont Blanc -  robot, którego zasługi i pokojowy charakter przyniosły mu ludzką miłość i przywiązanie. Jego śmierć odbija się echem na całym świecie, a pogrzeb przyciąga tysiące przyjaciół i fanów, uroczystość jest transmitowana na żywo, wywołuje prawdziwe emocje nie tylko wśród jego najbliższych współpracowników. Poważnie - jak często mamy w sci-fi taki obraz relacji człowiek-maszyna? A dalej jest jeszcze ciekawiej: Inspektor Gesicht z Europolu (w Brukseli – jeden z pierwszych, prostych przykładów politycznego zacięcia „Pluto”) wkrótce odkrywa powiązanie między śmiercią Mont Blanca a innymi, podobnymi morderstwami. Okazuje się, że ktoś – człowiek lub maszyna – postawił sobie za zadanie zniszczyć wszystkie najpotężniejsze roboty świata, zawsze pozostawiając po sobie makabryczną wizytówkę – wbite w głowę diabelskie rogi. Pluto – bóg zaświatów – pała świętym gniewem i jest żądny robociej i człowieczej krwi…&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://3.bp.blogspot.com/-JTOE4IbHPdg/Td7x6C-aLHI/AAAAAAAAAPw/saUM1Utfb1Q/s1600/pluto2.jpg"&gt;&lt;img style="float:right; margin:0 0 10px 10px;cursor:pointer; cursor:hand;width: 230px; height: 320px;" src="http://3.bp.blogspot.com/-JTOE4IbHPdg/Td7x6C-aLHI/AAAAAAAAAPw/saUM1Utfb1Q/s320/pluto2.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5611188165283556466" /&gt;&lt;/a&gt;Nie chcę zagłębiać się zbyt mocno w meandry fabuły dzieła Urasawy, zostawiając tę przyjemność tym, których ten wpis zaintryguje na tyle, by w „Pluto” zainwestować. Historia ma wiele do zaoferowania, nie boi się wyraźnych politycznych aluzji, dywagacji natury czysto filozoficznej i posiada przy tym dramaturgiczną sprawność najlepszego thrillera (co jednak nie dziwi, zważywszy na wybitny dorobek autora w tym gatunku). Wszystko to jednak Urasawa podaje bez zbędnego patosu, i bełkotu, w który czasami wpadają tego typu produkcje i który tak wiele osób odstraszył choćby od drugiej części „Ghost In the Shell”. Autor konstruuje swoją opowieść  na znakomitych, pięknie zaprezentowanych epizodach, czasem ryzykując nawet narracyjną płynność dla uwypuklenia niektórych tematów i rozważań. Każda z tych scen jest znakomicie wyegzekwowana i posiada niewiarygodny ładunek emocjonalny.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Do posiadłości niewidomego kompozytora trafia były robot bojowy, teraz w roli lokaja; posłuszny, pokorny, cicho przyglądają się tworzeniu muzyki przez swojego nowego pracodawcę. Elektroniczne ciało ukrywa pod długim czarnym płaszczem, co – biorąc pod uwagę, że jedyny człowiek w pobliżu nie może go zobaczyć – czyni bardziej dla samego siebie, jakby wstydząc się bojowej formy znajdującej się pod spodem. Muzyka i maszynę łączą niewidoczne blizny – oboje wydają  się być więźniami swojej przeszłości: kompozytor w dzieciństwie został porzucony przez matkę, co rzuciło cień na całe jego dalsze życie i karierę; robot wciąż nosi w sobie trudne wspomnienia wojny i rzeczy, do których był na niej zmuszony. Nicią porozumienia między bohaterami staje się muzyka, która - jak się okazuje - nawet w robocim wykonaniu potrafi wzbudzać i przekazywać emocje. Takich epizodów jest w "Pluto" znacznie więcej, każdy z nich jest istotny dla fabuły i doskonale dopełnia wizję Urasawy i Tezuki.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Między kartami opowieści - miejscami brutalnej, czasem ckliwej (w dopuszczalnej dawce), częściej jednak subtelnej i dojrzałej - kryje się uniwersalne dla gatunku pytanie o istotę człowieczeństwa i granicę, jaka dzieli maszyny i ludzi. W pewnym momencie Inspektor Gesicht o pomoc w śledztwie prosi pierwszego robota, który zamordował człowieka. Jest to istny Hannibal Lecter w wersji elektronicznej: robot-socjopata o złowieszczym poczuciu humoru, przerażającej przenikliwości, zabawiający się kosztem detektywa. Przewrotnie, pierwszy robot-ludobójca ma z człowiekiem najwięcej wspólnego, bo jak wiadomo morderstwo jest od zawsze domeną ludzi. Łamiąca zasady robotyki maszyna zbliża się tym samym do perfekcji, jaką jest... ludzka imperfekcja, destruktywna natura, iskra szaleństwa i chaosu. Na przeciwnym biegunie Urasawa stawia AstroBoya, czyli chłopca-androida - Atoma, który nawet z wyglądu przypomina Spielbergowskiego (choć chyba jednak bardziej "Kubrickowskiego") Davida, ale jest jego znacznie bardziej rozwiniętą wersją. Jednak czy na pewno tylko tyle? Atom jest postacią zaskakująco niejednoznaczną, zacierającą granicę między człowiekiem a maszyną, łączącą świadomość i inteligencję dorosłego z wyglądem, wrażliwością i usposobieniem dziecka. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;W czasie, kiedy kino nie ma do powiedzenia nic ciekawego ani odkrywczego w temacie robotów i androidów, a najciekawiej (nie licząc kilku skromnych niezależnych produkcji) pod tym względem zapowiada się blockbuster o robocim boksie, "Pluto" Urasawy stanowi świetną alternatywę: opowieść dojrzałą, świeżą, w twórczy i ambitny sposób interpretującą klasykę (a sztuka to naprawdę niełatwa). Urasawa, mimo że czerpie garściami z "Blade Runnera" czy "Milczenia Owiec" (o dziełach Tezuki nie wspominając) potrafi niejednokrotnie zaskoczyć, nadając swoim elektronicznym bohaterom przejmujące, ludzkie oblicze. Warto dodać, że Universal zakupił prawa do mangi i przymierza się do realizacji filmu. Biorąc jednak pod uwagę, że zabierają się za nią twórcy "Jak ukraść księżyc", nie spodziewam się, żeby udało im się zachować surową, miejscami dość mroczną atmosferę opowieści. Zdecydowanie warto więc po "Pluto" sięgnąć, zanim Amerykanie opowiedzą nam tę historię po swojemu...&lt;br /&gt;&lt;span style="font-style:italic;"&gt;&lt;br /&gt;Nieco krótsza wersja posta pojawiła się na blogu Celulidowi Fetyszyści (odnośnik po prawej)&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://2.bp.blogspot.com/-5WbDowL5wz8/TfK0XdQM9ZI/AAAAAAAAAP8/2V351tCihtw/s1600/rsz_lecter.jpg"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 304px; height: 320px;" src="http://2.bp.blogspot.com/-5WbDowL5wz8/TfK0XdQM9ZI/AAAAAAAAAP8/2V351tCihtw/s320/rsz_lecter.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5616750000367007122" /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;/p&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/5148071958091785568-1326424500384420443?l=antykwarium.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://antykwarium.blogspot.com/feeds/1326424500384420443/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://antykwarium.blogspot.com/2011/09/pluto-czyli-egzystencjalnie-o-astroboyu.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5148071958091785568/posts/default/1326424500384420443'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5148071958091785568/posts/default/1326424500384420443'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://antykwarium.blogspot.com/2011/09/pluto-czyli-egzystencjalnie-o-astroboyu.html' title='&quot;Pluto&quot; czyli egzystencjalnie o AstroBoyu'/><author><name>Karol</name><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='33' height='19' src='http://3.bp.blogspot.com/-d-ChJ32aYKM/Taxjq37JC2I/AAAAAAAAAO8/j-8kFs4p3Os/s220/tenma.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://2.bp.blogspot.com/-c3ttbJ47TPc/TcK0zt7fNPI/AAAAAAAAAPg/iOinSlMBLHs/s72-c/phpfFaMGIAM.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-5148071958091785568.post-506831169490990642</id><published>2011-07-02T15:14:00.000-07:00</published><updated>2011-09-29T16:06:22.333-07:00</updated><title type='text'>Na fali nostalgii</title><content type='html'>[artykuł z porzuconego bloga, żeby zapełnić ziejącą tu od długiego czasu pustkę. Ale niedługo napiszę - słowo!]&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;p align="justify"&gt;Dochodzi trzecia, czuję się dość kiepsko (przeziębienie), ale spać mi się nie chce. Myślę sobie o filmie, który dziś obejrzałem, a który zrobił na mnie spore wrażenie, mimo iż ogólnie spotkał się z zaskakującą krytyką. Mówię o „The Boat That Rocked”, znane też jako „Pirate Radio”, czy też – jak kto woli - „Radio na fali”. Ten mały, ale jakże fantastyczny filmik wyszedł spod ręki najwyżej usytuowanego scenarzysty w UK, a mianowicie Richarda Curtisa. Pan od „To właśnie miłość”, czy wcześniejszych „Notting Hill” i „Czterech wesel i pogrzebu” postanowił uraczyć nas czymś z zupełnie innej beczki. Właściwie pasuje tu dość dobrze określenie, iż postanowił „wypłynąć na obce wody”: dotychczas siedzący w kom-romach Anglik zdecydował się na komedię romantyczną sortu nieco innego. Curtis opowiada bowiem, jak zwykle, o miłości. Tyle, że do muzyki.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;iframe width="480" height="295" src="http://www.youtube.com/embed/BPi5Xagd3Zw?fs=1" frameborder="0" allowFullScreen=""&gt;&lt;/iframe&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a name='more'&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;W latach '60-tych ubiegłego wieku w Wielkiej Brytanii na eterze królowały pirackie stacje radiowe. „Pirackie” dosłownie, bowiem ich siedziby mieściły się na pływających po angielskich wodach małych statkach. DJ-e puszczali to co chcieli, mówili to co chcieli, w międzyczasie żyjąc sobie wspólnie na łodzi i korzystając z uroków życia z dala od przedstawicieli prawa. Tymczasem na Wyspach ich popularność rosła, a wraz z nią – niechęć rządu do tego typu przedsięwzięć.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Curtis zaprasza nas na pokład jednego z takich statków, a całą historię ukazuje z punktu widzenia nowo przybyłego na statek Carla – siostrzeńca właściciela Radia Rock, które serwuje świetną muzykę (btw – soundtrack to prawdziwa perełka) i kąśliwych DJ-ów, których niewyparzony język gorszy słuchaczy, a zarazem wyrywa z codziennej drętwoty. Pamiętajmy, że mamy lata 60-te, gdzie sztywniactwo krzyżuje się z duchem młodości i szaleństwa, gdzie wszystko – przez modę aż do wystroju wnętrz a nawet muzyki jako takiej – jest kolorowe, szałowe, oryginalne i spontaniczne. To dobre czasy. Na tyle dobre, że w trakcie oglądania co chwilę zadawałem sobie pytanie „Dlaczego nie urodziłem się wcześniej?!”. Ogarnęła mnie autentyczna zazdrość i poczucie nostalgii (choć czy to słowo pasuje tu w kontekście czegoś, czego się nawet nie przeżyło?), że takie czasy odeszły w niepamięć, że spontaniczność i lekkość tamtego okresu gdzieś uciekła, a nam pozostało już tylko życie w tym wyjątkowo zamkniętym i pozbawionym wszelkiej swobody XXI wieku...&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;iframe width="480" height="295" src="http://www.youtube.com/embed/gH5buq6p8Cg?fs=1" frameborder="0" allowFullScreen=""&gt;&lt;/iframe&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Ale zostawię resztę tej smutnej refleksji na później a teraz wrócę do samego filmu. Curtis bowiem – prócz muzyki najwyższych lotów, serwuje tu galerię świetnych postaci i sytuacji. Nie będę wymieniał wszystkich bohaterów po kolei – powiem tylko, że ekipa jest naprawdę zacna, mieszanka osobowości inteligentnych i zabawnych, na szczęście bez zadęcia i luzactwa. Towarzystwo - mimo odmienności charakterów – jest zgrane i nawet jeśli zdarzają się jakieś nieprzyjemne sytuacje, wystarczy prosty gest (ujmująca scena z ciastkami i mlekiem), żeby wszystko wróciło do normy. Tu nikt nie udaje, ludzie są szczerzy i samokrytyczni, a przy tym ani trochę kryształowi czy – strach myśleć – dobrzy do szpiku kości. Przez ponad dwie godziny śledzimy ich codzienne życie, słuchamy wraz z nimi dobrej muzyki i krótkich fragmentów rozmów z eteru, a pomaga w tym przepiękna scenografia, dzięki której każdy kąt zionie klimatem, ciepłem i lekkością. Curtis pozwala naprawdę „poczuć” te czasy, zapach fajek, trzeszczenie winyli, miękkie czerwone kanapy i leniwe wieczory. I stąd moje pytanie, na które odpowiedzi znaleźć wciąż nie potrafię i chyba po to powstał ten blog: co się z nami dzieje? Czemu nasze czasy są tak nijakie w porównaniu choćby do drugiej połowy XIX wieku? &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Curtis odpowiedzi nie udziela, a jedynie podsuwa mały trop: na koniec pojawia się informacja, iż w UK jest około 300 rozgłośni radiowych, a „Rock wciąż jest gorący”. To my decydujemy, czy pozwolimy się stłamsić naszym czasom i ich drętwocie, płaskiej muzyce i dennej pop-kulturze. A warto powalczyć, bo chyba naprawdę jest o co. Tylko jak? Spędziłem ponad godzinę szukając dobrej stacji, gdzie można posłuchać dobrej muzyki, a w międzyczasie dobrego DJ-a z charakterem. Oczywiście nic z tego nie wyszło. Co się dzieje, do cholery? &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;iframe width="480" height="295" src="http://www.youtube.com/embed/BLFjoKm7QlQ?fs=1" frameborder="0" allowFullScreen=""&gt;&lt;/iframe&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-style:italic;"&gt;Chris O'Dowd to mistrz świata&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Warto obejrzeć „Radio na fali”, zapomnieć na chwilę o naszych smutnych czasach, a zatopić się w niesamowitym klimacie Anglii lat 60-tych, świetnej muzyce oraz poznać grupę naprawdę ciekawych i zabawnych osobowości. Wielu ten film może się nie spodobać – na forach widzę, że ludzie zarzucają filmowi, że jest zbyt przerysowany, że Curtis za często daje się ponieść „romantyzmowi” sytuacji, itd. Nazwijcie mnie romantykiem, ale naprawdę uwierzyłem w to wszystko – w te postaci, ich świat i ich pasję – i dostrzegam w tym filmie - mimo całego jego "rozmachu" - prawdziwą czułość i szczerość, coś co najczęściej w takich produkcjach jest skrzętnie „odtwarzane”, a nigdy nie wypływa z głębi. Curtis pozwolił tej łodzi zaszaleć, a mimo to utrzymał się na powierzchni. Dobra robota.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Ja chcę takiego radia.&lt;/p&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/5148071958091785568-506831169490990642?l=antykwarium.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://antykwarium.blogspot.com/feeds/506831169490990642/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://antykwarium.blogspot.com/2011/07/na-fali-nostalgii.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5148071958091785568/posts/default/506831169490990642'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5148071958091785568/posts/default/506831169490990642'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://antykwarium.blogspot.com/2011/07/na-fali-nostalgii.html' title='Na fali nostalgii'/><author><name>Karol</name><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='33' height='19' src='http://3.bp.blogspot.com/-d-ChJ32aYKM/Taxjq37JC2I/AAAAAAAAAO8/j-8kFs4p3Os/s220/tenma.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://img.youtube.com/vi/BPi5Xagd3Zw/default.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-5148071958091785568.post-1600144754762963825</id><published>2010-06-07T00:58:00.000-07:00</published><updated>2011-09-29T16:07:03.289-07:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='komedia'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='komiks'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='film'/><title type='text'>Na co warto czekać: (1) Scott Pilgrim vs. the World</title><content type='html'>&lt;p align="justify"&gt;Ponieważ jestem kompletnie zamroczony sesją (ostatnią!), dziś notka bardzo krótka, a zwracająca uwagę na kolejny (prawdopodobnie) rewelacyjny projekt Edgara Wrighta, czyli twórcę takich perełek jak "Shaun of the Dead" ("Wysyp żywych trupów"...) czy "Hot Fuzz".&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a name='more'&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Tym razem Wright bierze się za niezależny komiks opowiadający o młodym Kanadyjczyku imieniem Scott Pilgrim, który zakochuje się w dziewczynie (dosłownie) swoich snów, Amerykance Ramonie Flowers. Ich romans układa się całkiem nieźle do czasu pojawienia się tzw. "bagażu" Ramony w postaci jej siedmiu ex, którzy założyli ligę mającą na celu blokowanie dostępu do ich byłej ukochanej. Oczywiście chłopak oddać swojej miłości tak łatwo nie chce, za to okazuje się, że mimo wyglądu, postury i (przynajmniej częściowo) charakteru Michaela Cery (którego uważam za naprawdę sympatycznego, ale koszmarnie zaszufladkowanego aktora) potrafi walczyć o swoje, a co więcej, potrafi być całkiem niezłym bad-assem.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Trzeba przyznać, że wszystkie sceny walk wyglądają tu wprost rewelacyjnie. Oczywiście całość jest maksymalnie przerysowana i przeszarżowana, ale oto cała magia komiksowo-growo-muzycznej otoczki. Do tego dochodzi cięty dialog, kapitalny dowcip (w końcu to Wright!), kilka aktorskich perełek (mam nadzieję, że Cera w końcu zerwie z wizerunkiem słodkiego fajtłapy z sąsiedztwa, a zwiastuny zapowiadają taki właśnie obrót sprawy) i oto mamy najbardziej oczekiwany przeze mnie - obok "Incepcji" (czyli "Nolan przerabia &lt;span style="font-style:italic;"&gt;Paprikę&lt;/span&gt;") i "Toy Story 3" tytuł. Wizualny cukierek o szalonej i nieprzewidywalnej fabule, kino rozrywkowe na naprawdę wysokim poziomie. Naprawdę wierzę, że to może się udać!&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Do tematu Pilgrima na pewno jeszcze wrócimy za jakiś czas, jak w końcu się ogarnę i przeczytam komiks. Poza tym kto wie, może nawet uda mi się obejrzeć film w UK jakoś po premierze i wtedy podzielę się tu swoimi spostrzeżeniami...&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Ale dość gadania - zapraszam do obejrzenia kapitalnie zmontowanego zwiastuna:&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;object style="background-image:url(http://i3.ytimg.com/vi/jce1icF9jWY/hqdefault.jpg)"  width="480" height="295"&gt;&lt;param name="movie" value="http://www.youtube.com/v/jce1icF9jWY&amp;amp;hl=pl_PL&amp;amp;fs=1"&gt;&lt;param name="allowFullScreen" value="true"&gt;&lt;param name="allowscriptaccess" value="always"&gt;&lt;embed src="http://www.youtube.com/v/jce1icF9jWY&amp;amp;hl=pl_PL&amp;amp;fs=1" width="480" height="295" allowScriptAccess="never" allowFullScreen="true" wmode="transparent" type="application/x-shockwave-flash"&gt;&lt;/embed&gt;&lt;/object&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/5148071958091785568-1600144754762963825?l=antykwarium.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://antykwarium.blogspot.com/feeds/1600144754762963825/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://antykwarium.blogspot.com/2010/06/na-co-warto-czekac-1-scott-pilgrim-vs.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5148071958091785568/posts/default/1600144754762963825'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5148071958091785568/posts/default/1600144754762963825'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://antykwarium.blogspot.com/2010/06/na-co-warto-czekac-1-scott-pilgrim-vs.html' title='Na co warto czekać: (1) Scott Pilgrim vs. the World'/><author><name>Karol</name><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='33' height='19' src='http://3.bp.blogspot.com/-d-ChJ32aYKM/Taxjq37JC2I/AAAAAAAAAO8/j-8kFs4p3Os/s220/tenma.jpg'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-5148071958091785568.post-286956413498789456</id><published>2010-05-18T08:49:00.000-07:00</published><updated>2011-09-29T16:07:17.081-07:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='komedia'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='sceny'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='film'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='muzyka'/><title type='text'>Sceny warte zapamiętania: "Non Persarci"</title><content type='html'>&lt;p align="justify"&gt;&lt;span style="font-weight:bold;"&gt;Co jakiś czas zamierzam przedstawiać Wam sceny z mniej lub bardziej znanych filmów. Na sceny te - jak wskazuje tytuł posta - warto zwrócić uwagę, bo nawet bez odpowiedniego kontekstu wypadają świetnie. Oczywiście będę się starał wybierać filmy mniej znane.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Aha - sceny pozostawiam bez dłuższego komentarza (poza małym wstępem do fabuły). Niech mówią same za siebie.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Na pierwszy ogień idzie więc "Non Pensarci", włoski film z 2007 roku, który na Nowych Horyzontach można było obejrzeć pod tytułem "Nie przejmuj się".&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a name='more'&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Jest to historia Stefano - muzyka przed czterdziestką, którego życie nie potoczyło się tak, jakby tego sobie zażyczył. Mimo wielkiego talentu nie osiągnął w życiu zbyt wiele: gra w tandentnej młodzieżowej kapeli, dziewczyna zdradza go z byle kim, nie ma żadnych perspektyw na przyszłość. Aby trochę odetchąć od swojego kiepskiego żywota Stefano wybiera się do domu rodzinnego, aby szukać wsparcia ze strony (nieco szalonej zresztą) rodziny i poukładać sobie życie na nowo. Na miejscu okazuje się jednak, że to on będzie tym, który musi w domu zaprowadzić porządek, bowiem cała rodzina jest w rozsypce; brat ma problemy z firmą ojca (tworzącą syrop wiśniowy), kóry to korzysta z uroków emerytury ignorując kolejne potknięcia syna zbliża firmę do nieuchronnej plajty; siostra marnuje się w przyjemnej i mało wymagającej pracy opiekunki delfinów (gdzie może zapomnieć o problemach z życiem prywatnym), a matka przeżywa załamanie nerwowe. Gwoździem do trumny są dzieci brata, które zachowują się jak małe roboty, bez krzty dziecięcej beztroski. Problemów jest oczywiście jeszcze więcej, a wszystko kumuluje się w jednej, fantastycznej scenie.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Oto fabryka stoi nad przepaścią: pracownicy urządzają strajk. Jeden z nich odkręca barierki w taśmie produkcyjnej, więc wszystkie słoiki lądują na podłodze...&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Więcej mówić nie będę, wszystkich zachęcam do obejrzenia "Non Pensarci" - na razie napisów choćby angielskich nie ma, ale może  kiedyś przy odrobinie szczęścia puszczą chociaż ten film w TV.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Aha: oglądamy tak od 1:50, gdzie zaczyna się omówiona scena.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;object style="background-image:url(http://i3.ytimg.com/vi/RHVBuY4_UUw/hqdefault.jpg)"  width="425" height="344"&gt;&lt;param name="movie" value="http://www.youtube.com/v/RHVBuY4_UUw&amp;amp;hl=pl_PL&amp;amp;fs=1"&gt;&lt;param name="allowFullScreen" value="true"&gt;&lt;param name="allowscriptaccess" value="always"&gt;&lt;embed src="http://www.youtube.com/v/RHVBuY4_UUw&amp;amp;hl=pl_PL&amp;amp;fs=1" width="425" height="344" allowScriptAccess="never" allowFullScreen="true" wmode="transparent" type="application/x-shockwave-flash"&gt;&lt;/embed&gt;&lt;/object&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Piosenka w tle to "London Crawling" w wykonaniu Rialto Ill. Do posłuchania - poza filmem - &lt;a href=http://www.youtube.com/watch?v=R9NAKJbIlTU&gt;tutaj&lt;/a&gt;.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/5148071958091785568-286956413498789456?l=antykwarium.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://antykwarium.blogspot.com/feeds/286956413498789456/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://antykwarium.blogspot.com/2010/05/sceny-warte-zapamietania.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5148071958091785568/posts/default/286956413498789456'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5148071958091785568/posts/default/286956413498789456'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://antykwarium.blogspot.com/2010/05/sceny-warte-zapamietania.html' title='Sceny warte zapamiętania: &quot;Non Persarci&quot;'/><author><name>Karol</name><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='33' height='19' src='http://3.bp.blogspot.com/-d-ChJ32aYKM/Taxjq37JC2I/AAAAAAAAAO8/j-8kFs4p3Os/s220/tenma.jpg'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-5148071958091785568.post-643469012815860911</id><published>2010-05-17T13:12:00.000-07:00</published><updated>2010-05-18T08:46:08.612-07:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='muzyka'/><title type='text'>Do posłuchania</title><content type='html'>&lt;p align="justify"&gt;Piosenka ze świetnego "Jak wytresować smoka" (o samym filmie - i jego kapitalnym soundtracku - więcej wkrótce) chodzi za mną już od jakiegoś czasu. Odpowiedzialny jest za to Jon Thor Birgisson, czyli wokalista Sigur Rós, który to zespół odkryłem przy okazji &lt;a href=http://www.youtube.com/watch?v=NikEQy1XxDE&gt;rewelacyjnego trailera do jeszcze bardziej rewelacyjnych "Ludzkich Dzieci"&lt;/a&gt;. A skąd w animacji DreamWorks piosenka islandzkiego zespołu? Sprawa jest prosta: twórcy "Jak wytresować smoka" (Sanders i DeBouis) a wcześniej także "Lilo i Stitch" nakręcili &lt;a href=http://www.youtube.com/watch?v=RZYIfUdIyfs&gt;dokument o Sigur Rós&lt;/a&gt;.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;A sama piosenka? Typowa dla zespołu (ich styl - głównie dzięki charakterystycznemu wokalowi - rozpoznać nie trudno), utrzymana w duchu ich najlepszych dokonań, dynamiczna, z prostym ale świetnym tekstem, ładnie współgrająca z duchem i klimatem filmu. Zwróćcie też uwagę na te dwie rewelacyjne pauzy w trakcie, które przewrotnie nadają całości jeszcze większej energii. Prawdziwa muzyczna perełka.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-weight:bold;"&gt;Sticks &amp; Stones&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;object style="background-image:url(http://i2.ytimg.com/vi/EOH8rPpCI50/hqdefault.jpg)"  width="480" height="295"&gt;&lt;param name="movie" value="http://www.youtube.com/v/EOH8rPpCI50&amp;amp;hl=pl_PL&amp;amp;fs=1"&gt;&lt;param name="allowFullScreen" value="true"&gt;&lt;param name="allowscriptaccess" value="always"&gt;&lt;embed src="http://www.youtube.com/v/EOH8rPpCI50&amp;amp;hl=pl_PL&amp;amp;fs=1" width="480" height="295" allowScriptAccess="never" allowFullScreen="true" wmode="transparent" type="application/x-shockwave-flash"&gt;&lt;/embed&gt;&lt;/object&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;I tak - tekst jest po angielsku (prócz jednej zwrotki). Ale kurcze, ten dziwaczny akcent sprawia tylko, że całość jest jeszcze bardziej ujmująca!&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/5148071958091785568-643469012815860911?l=antykwarium.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://antykwarium.blogspot.com/feeds/643469012815860911/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://antykwarium.blogspot.com/2010/05/do-posuchania.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5148071958091785568/posts/default/643469012815860911'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5148071958091785568/posts/default/643469012815860911'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://antykwarium.blogspot.com/2010/05/do-posuchania.html' title='Do posłuchania'/><author><name>Karol</name><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='33' height='19' src='http://3.bp.blogspot.com/-d-ChJ32aYKM/Taxjq37JC2I/AAAAAAAAAO8/j-8kFs4p3Os/s220/tenma.jpg'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-5148071958091785568.post-5298680299590422929</id><published>2010-05-16T13:03:00.000-07:00</published><updated>2011-09-29T16:06:38.937-07:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='zły film'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='dokument'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='film'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='horror'/><title type='text'>Piękny Gniot</title><content type='html'>&lt;p align="justify"&gt;&lt;br /&gt;&lt;img  src="http://img299.imageshack.us/img299/5456/troll2nilbog.jpg" alt="troll 2" align="centre" /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Gdyby ktoś zapytał mnie, co pamiętam  z dzieciństwa wczesnoszkolnego najmocniej, to bez zastanowienia odparłbym: horrory. Każdego dnia powrót do domu po lekcjach przedłużał się o dodatkowe pół godziny (albo i więcej) z powodu obowiązkowej wizyty w wypożyczalni. W przyciemnionym kącie dość sporego pomieszczenia  oglądałem wszystkie możliwe okładki, czytałem opisy, a czasami nawet - jeśli właściciel miał dobry humor – udawało mi się coś wypożyczyć. Potem przyszła jeszcze era telewizji satelitarnej i kanałów pokroju RTL7 i Wizja 1 (Rest In Peace), gdzie w weekendowe wieczory zawsze puszczano jakieś słabe (ale wtedy oczywiście przerażające i rewelacyjne) horrory. Właściwie podobał mi się każdy nawet największy gniot (wtedy oczywiście jeszcze "super film!") jaki widziałem w dzieciństwie. Ale było kilka wyjątków. Jednym z nich był „Troll 2”.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;img  src="http://img185.imageshack.us/img185/3907/troll2titlescreen550x30.jpg" alt="troll 2" align="centre" /&gt; &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a name='more'&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;To niesamowite, ale już wtedy, kiedy każdy największy filmowy koszmarek łykałem bez najmniejszych pretensji, ten jeden film nie podobał mi się wcale. Czułem, że coś z nim jest nie tak, że po prostu nie jest filmem dobrym.  A o czym jest wspomniane dziełko? Zaczyna się od tego, że mały Joshua zostaje ostrzeżony przez swojego zmarłego niedawno dziadka o zbliżającym się niebezpieczeństwie w postaci… goblinów. Tymczasem rodzina chłopca postanawia wybrać się na wakacje, za miejsce wypoczynku wybierając podejrzanie brzmiącą miejscowość NILBOG. Oczywiście bystrzak Joshua szybko odkrywa, że NILBOG to GOBLIN od tyłu i że teraz cała jego rodzina znajduje się w pułapce bez wyjścia. Okazuje się bowiem, że owe gobliny są… wegetarianami, a żeby pożerać ludzi – zmieniają ich w rośliny. Potworki mają oczywiście swoją złą królową, która zwabia do siebie nieszczęśników, uwodzi, zabawia się z nimi (używając warzyw jako „akcesoriów”, patrz: romantyczny pocałunek przez kukurydzę = popcorn!), a następnie wstawia w doniczkę i daje swoim podwładnym na pożarcie. Oczywiście nasza grupka bohaterów – dzielny Joshua (który żeby ratować rodzinę przed zjedzeniem zatrutych warzyw gotów jest na bardzo specyficzne poświęcenia), jego surowy ojciec (który uczy go jak wielką wartość ma gościnność), trochę nieprzytomna matka (która lubi wygłaszać bardzo oczywiste kwestie) i zadziorna siostra (która straszy swojego chłopaka kastracją) muszą podjąć walkę z nietypowym przeciwnikiem. Jest to oczywiście okazja, żeby nacieszyć się bardzo złą charakteryzacją, dennymi kostiumami, wyjątkowo kiepskimi dialogami i kolejnymi głupotami scenariusza.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Oczywiście grający Joshuę Michael Stephenson nie zdawał sobie sprawy, jak będzie wyglądać jego film. Wyobrażał sobie, że czeka go aktorska kariera i status dziecięcej gwiazdy. No cóż – z wielkich marzeń o sławie pozostało jedynie mgliste wspomnienie i jeden bardzo, bardzo zły film. Zamiast jednak – jak grająca jego filmową siostrę Connie Young – z zażenowaniem usunąć „Trolla 2” ze swojego CV, Michael postanowił poradzić sobie z traumą z dzieciństwa w znacznie mniej konwencjonalny sposób – robiąc film o swoim znienawidzonym debiucie, który uroczo zatytułował „Najlepszy gniot świata” („Best Worst Movie”).&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;img  src="http://img200.imageshack.us/img200/9161/troll2castwithtrollfans.jpg" alt="troll2" align="center" /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Po tym, jak film został zmiażdżony przez krytyków i wylądował od razu na półkach wypożyczalni (pod etykietką „unikać jak ognia”), wydawało się, że „Trolla 2” czeka smutny los innych gniotów. Jednak z czasem historia rodziny Waitsów stała się prawdziwym hitem – film jest bowiem tak zły, że dla niektórych kinomanów jego oglądanie stało się prawdziwą przyjemnością. Czy jest bowiem coś lepszego, niż oglądanie tandetnego, starego, B-klasowego horroru w grupie przyjaciół? Czy dobry hollywoodzki film sprawić może tyle radości co źle wykonany i tragicznie rozpisany gniot? Czy może być coś przyjemniejszego niż wychwytywanie tragicznych tekstów z filmu a następnie wykorzystywanie ich w codziennym życiu? Tandetność i kiepskie wykonanie „Trolla 2” stały się jego kartą przetargową do „sławy” a w niektórych kręgach  nawet do statusu filmu kultowego.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Stephenson nie skupia się jednak tylko na fenomenie filmów „tak złych, że aż dobrych”. Całą historię swojego dokumentu opiera na postaci George’a Hardy’ego, który w „Trollu 2” gra postać jego ojca (a także źródła najzabawniejszych i najpopularniejszych cytatów filmu). Sympatyczny dentysta, który któregoś lata na krótko rozpoczął przygodę z aktorstwem zaczyna powoli cieszyć się swoją drugą sławą; wraz z Michaelem zaczyna jeździć na konwenty i specjalne nocne pokazy filmu (wokół którego utworzyła się już mała subkultura). Wkrótce dołączają do nich inni aktorzy, a w pewnym momencie nawet sam reżyser „Trolla 2” – Claudio Fragasso. Jest to zresztą postać niezwykła i aż trudno uwierzyć, że istnieć może w prawdziwym życiu tak karykaturalna postać: wielce ambitny włoski reżyser, który kręci gnioty, ale ma zbyt przebrzmiałe ego, żeby w ogóle to zauważyć.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;img  src="http://img91.imageshack.us/img91/2995/silverdocsimagepola842x.jpg" alt="Okładka" align="left" /&gt;&lt;br /&gt;Wraz z wprowadzaniem kolejnych postaci Stephenson przedstawia widzom portrety zwykłych ludzi, na których spada nagła i niespodziewana sława. Zamiast jednak bawić się w cyniczne komentarze w rodzaju „czego się nie robi dla popularności” (a niektórzy krytycy tak właśnie ten film odczytują), woli on skupić się na miłości do kina samej w sobie. Pokazując grupkę zapaleńców skupionych wokół „Trolla 2” pokazuje niesamowita nić porozumienia pomiędzy widzami a twórcami bardzo złego filmu; łączy ich w wspólnym wyśmiewaniu ich koszmaru, pozwala na złagodzenie wieloletniej traumy. Przedstawia paletę barwnych i przejmujących postaci, w których życiu „Troll 2” pozostawił jakiś ślad, pozwolił na spotkanie z nowymi i życzliwymi im ludźmi, nabranie dystansu do siebie i świata. To historia pasji, która łączy ludzi i potrafi przemienić największy gniot w wydarzenie kulturalne. No i jest to też trochę historia o mnie, przypominająca mi te czasy, kiedy późno w nocy oglądało się filmy bardzo, BARDZO złe. I nie ukrywam, że tamte czasy wspominam z prawdziwym sentymentem.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;No i bonus na koniec:&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;object style="background-image:url(http://i1.ytimg.com/vi/HyophYBP_w4/hqdefault.jpg)"  width="425" height="344"&gt;&lt;param name="movie" value="http://www.youtube.com/v/HyophYBP_w4&amp;amp;hl=pl_PL&amp;amp;fs=1"&gt;&lt;param name="allowFullScreen" value="true"&gt;&lt;param name="allowscriptaccess" value="always"&gt;&lt;embed src="http://www.youtube.com/v/HyophYBP_w4&amp;amp;hl=pl_PL&amp;amp;fs=1" width="425" height="344" allowScriptAccess="never" allowFullScreen="true" wmode="transparent" type="application/x-shockwave-flash"&gt;&lt;/embed&gt;&lt;/object&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/5148071958091785568-5298680299590422929?l=antykwarium.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://antykwarium.blogspot.com/feeds/5298680299590422929/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://antykwarium.blogspot.com/2010/05/piekny-gniot.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5148071958091785568/posts/default/5298680299590422929'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5148071958091785568/posts/default/5298680299590422929'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://antykwarium.blogspot.com/2010/05/piekny-gniot.html' title='Piękny Gniot'/><author><name>Karol</name><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='33' height='19' src='http://3.bp.blogspot.com/-d-ChJ32aYKM/Taxjq37JC2I/AAAAAAAAAO8/j-8kFs4p3Os/s220/tenma.jpg'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-5148071958091785568.post-1333801846283884852</id><published>2010-03-30T10:02:00.000-07:00</published><updated>2011-09-29T16:06:50.915-07:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='komiks'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='książka'/><title type='text'>Z archiwum - cz. 1</title><content type='html'>&lt;p align="justify"&gt;&lt;span style="font-weight:bold;"&gt;Raz na jakiś czas będę wrzucał swoje stare teksty z poprzednich blogów w ramach akcji "przenieś wszystko w jedno miejsce".&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Zachęcony znakomitymi adaptacjami powieści Dennisa Lehane'a - &lt;span style="font-style:italic;"&gt;Rzeką Tajemnic&lt;/span&gt; i Gdzie jesteś, Amando?, postanowiłem zabrać się za jego najnowszą, ponad 600-stronicową powieść - &lt;span style="font-style:italic;"&gt;The Given Day&lt;/span&gt;, u nas kompromisowo przemianowaną na &lt;span style="font-style:italic;"&gt;Miasto niepokoju&lt;/span&gt;. Pomijając tę niefortunną próbę uatrakcyjnienia powieści dla nieobeznanego z autorem czytelnika (chyba na zasadzie skojarzenia &lt;span style="font-style:italic;"&gt;Rzeka Tajemnic - Wyspa Skazańców - Miasto Niepokoju&lt;/span&gt;), polski tytuł faktycznie ma coś w sobie. W końcu, czytając o Ameryce lat 20-tych XIX wieku widzianą oczyma Lehane'a 'niepokój' to jedno z pierwszych uczuć, jakie niosą za sobą kolejne strony powieści.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a name='more'&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;img  src="http://img121.imageshack.us/img121/6228/php6onnskpm.jpg" alt="Okładka" align="left" /&gt; Lehane konstruuje swoją opowieść wokół trzech bohaterów. Danny Coughlin to ambitny, ale zarazem honorowy młody gliniarz ze znanej bostońskiej rodziny. Trudy jego ojca - znanego kapitana policji - są niweczone przez idealistyczny upór syna, który nigdy nie pozwala sobie na łamanie własnych moralnych zasad. Wkrótce, prawie że przypadkiem, zostaje jednym z najważniejszych członków organizacji zrzeszającej bostońskich policjantów, niezadowolonych z warunków i swojej płacy. Sytuacja tylko się pogarsza, kiedy pojawia się nowy naczelnik policji, gotowy za wszelką cenę stłumić każdy możliwy przejaw buntu wśród swoich podwładnych, co tylko napędza frustrację funkcjonariuszy. W międzyczasie śledzimy dramatyczne losy Luhthera Lawrenca - Afroamerykanina, który po konflikcie z mafią w Tulsie, zmuszony jest do ucieczki, pozostawiając za sobą ciężarną żonę. Losy Dannego i Luthera w pewnym momencie oczywiście się splatają, a więź, która powstanie między nimi to jedna z nielicznych rzeczy, jaka pozwoli im przetrwać w ciężkich czasach.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;A czasy to naprawdę ciężkie, a i sam Lehane z bohaterami się nie patyczkuje. Nikt nie traktuje tu ich ulgowo, nikt nie zauważa ani nie docenia ich heroizmu i oddania. Po każdym dobrym słowie i szlachetnym geście nie następuje pompatyczna pauza, ale pada za to kolejny cios, jeszcze mocniejszy i dosadniejszy. Może nie powinienem się wypowiadać na ten temat znając dotychczas tylko "filmowe" dokonania Lehane'a, ale wydaje mi się, że przynajmniej z tych trzech wymienionych wcześniej utworów - jak i prawdopodobnie kilku innych - przemawia tragiczna prawda: możesz mieć duszę z kryształu, możesz dokonywać rzeczy wielkich, możesz być wspaniałym człowiekiem, ale z 'Nimi' nigdy nie wygrasz.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Jakby na potwierdzenie tych słów raz na jakiś czas pojawia się inna postać, tym razem jednak w stu procentach autentyczna: Babe Ruth. Słynny baseballista nie wpływa na fabułę, co więcej, wydaje się nie wpływać nawet na swoje życie, a nawet nie jest specjalnie błyskotliwym obserwatorem. Jednak jego wątek jest ważny. W końcu Babe'a znają chyba wszyscy, nawet dzisiaj i nawet nie tylko ci, którzy baseball lubią czy znają zbyt dobrze. A jak wiele postaci z tamtych czasów jeszcze znamy? Postaci tak wielkich i szlachetnych jak Luther i Danny? Na tym świecie, żeby być kimś wystarczy, że będziesz dobrze odbijał piłkę. Nie musisz być specjalnie inteligentny, waleczny czy dobroduszny. Wystarczy dobrze odbijać. Tylko tyle. Ale czy mimo to warto się poddawać, iść z tłumem?&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Pomijając warstwę czysto ideologiczną &lt;span style="font-style:italic;"&gt;Miasto niepokoju&lt;/span&gt; to też niesamowicie dokładny fresk tamtych czasów, niepozbawiony brudu, krwi, śmierci, rozpaczy. Ameryka zdaje się być tu prawdziwym koszmarem; pogrążona w Depresji, fałszywych ideologiach, absurdalnych przepisach. Lehane wyśmiewa media, które dają sobą pomiatać i manipulować; wytyka szary tłum, który pozwala sobie wmówić wszystko, a przy odpowiedniej sposobności potrafi pokazać głęboko ukrywane najstraszniejsze instynkty. A rasizm to zaledwie niewinna namiastka uczuć, do jakich zdolni są sfrustrowani ludzie. Niewesoły to obraz, pełen beznadziei, która nie znika do ostatniej strony (ale bez obaw - nie jest to ponura lektura). Bardzo mocno polecam tę powieść, bo to gorzkie rozliczenie z Ameryką, o jakiej się nie mówi i o bohaterach, których zapomniała.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;img  src="http://img532.imageshack.us/img532/1663/phprbkbn8pm.jpg" alt="Okładka" align="right" /&gt;Całkiem przypadkiem w kilka godzin po ukończeniu książki w moje ręce wpadł komiksowy tytuł, którego szukałem od dłuższego czasu - drugi tom świetnego &lt;span style="font-style:italic;"&gt;Blacksad&lt;/span&gt; - dzięki czemu po raz kolejny tego dnia wróciłem do Ameryki - co prawda lat 50-tych, ale wciąż borykającej się z podobnymi problemami. Druga część historii kociego detektywa kręci się wokół zaginięcia małej dziewczynki. To staje się dla twórców pretekstem do wypowiedzenia się na temat uprzedzeń rasowych, które - jak się okazuje -  istnieją nawet w świecie antropomorfizowanych zwierząt. Znowu mamy więc Amerykę pełną nienawiści, konfliktów, brudów ukrytych czasem pod płaszczykiem dobroci, galerię niejednoznacznych moralnie postaci, a także trzymającego się swoich zasad bohatera. To historia zemsty i życiowej porażki, przejmująca i świetnie opowiedziana. A kiedy dodamy do tego mistrzowską kreskę (autentyczny majstersztyk, powiadam), to ze skąpanym w gęstym sosie noir dziele Canalesa i Guarnido koniecznie wypada się zapoznać.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/5148071958091785568-1333801846283884852?l=antykwarium.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://antykwarium.blogspot.com/feeds/1333801846283884852/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://antykwarium.blogspot.com/2010/03/z-archiwum-cz-1.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5148071958091785568/posts/default/1333801846283884852'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5148071958091785568/posts/default/1333801846283884852'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://antykwarium.blogspot.com/2010/03/z-archiwum-cz-1.html' title='Z archiwum - cz. 1'/><author><name>Karol</name><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='33' height='19' src='http://3.bp.blogspot.com/-d-ChJ32aYKM/Taxjq37JC2I/AAAAAAAAAO8/j-8kFs4p3Os/s220/tenma.jpg'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-5148071958091785568.post-4128221571715510144</id><published>2010-03-30T09:44:00.001-07:00</published><updated>2010-05-18T08:47:28.294-07:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='film'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='muzyka'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='horror'/><title type='text'>Muzycznie</title><content type='html'>&lt;p align="justify"&gt;Skoro wstęp mam za sobą, to zacznę nietypowo jak dla siebie, bo muzycznie: utworem ze ścieżki dźwiękowej do "Wrót do piekieł" Sama Raimiego. Kompozytor Christopher Young, który zwykle tworzy aranżacje do horrorów, tym razem stworzył coś zupełnie wyjątkowego. Z jednej strony żonglerka klasycznych motywów, nawiązania do kultury "starego lądu" (z uwzględnieniem także - gdyż jest to też element filmu - muzyki cygańskiej), z drugiej zaś strony - baśniowość mieszająca się z grozą. No i te skrzypce - aż ciarki przechodzą.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Znakomita ścieżka, a oto drobny dowód:&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;object width="480" height="385"&gt;&lt;param name="movie" value="http://www.youtube.com/v/40Sp3SSWqQw&amp;hl=pl_PL&amp;fs=1&amp;"&gt;&lt;/param&gt;&lt;param name="allowFullScreen" value="true"&gt;&lt;/param&gt;&lt;param name="allowscriptaccess" value="always"&gt;&lt;/param&gt;&lt;embed src="http://www.youtube.com/v/40Sp3SSWqQw&amp;hl=pl_PL&amp;fs=1&amp;" type="application/x-shockwave-flash" allowscriptaccess="always" allowfullscreen="true" width="480" height="385"&gt;&lt;/embed&gt;&lt;/object&gt;&lt;/p&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/5148071958091785568-4128221571715510144?l=antykwarium.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://antykwarium.blogspot.com/feeds/4128221571715510144/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://antykwarium.blogspot.com/2010/03/muzycznie.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5148071958091785568/posts/default/4128221571715510144'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5148071958091785568/posts/default/4128221571715510144'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://antykwarium.blogspot.com/2010/03/muzycznie.html' title='Muzycznie'/><author><name>Karol</name><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='33' height='19' src='http://3.bp.blogspot.com/-d-ChJ32aYKM/Taxjq37JC2I/AAAAAAAAAO8/j-8kFs4p3Os/s220/tenma.jpg'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-5148071958091785568.post-3672012863226743550</id><published>2010-03-29T09:50:00.000-07:00</published><updated>2010-05-16T17:27:43.072-07:00</updated><title type='text'>1.</title><content type='html'>&lt;p align="justify"&gt;Witam!&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Nazywam się Karol, jestem studentem amerykanistyki (z pracą magisterską "w toku"), mam 23 lata i mieszkam w Warszawie, ale pochodzę z małej miejscowości pod Suwałkami zwanej kiedyś Treuburgiem, ale dzisiaj - Oleckiem.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Warto zaznaczyć od razu na początku, że kocham kino. Filmem interesuję się od dziecka, kiedy to po szkole przychodziłem do pierwszej w naszym mieście (i jedynej, która utrzymała się po dziś dzień) wypożyczalni i kierowałem się natychmiast do półki schowanej w głębi sporego pomieszczenia. Znajdowały się tam horrory. Spędzałem często trochę czasu przed powrotem do domu na wertowaniu starych zakurzonych kaset z czasem makabrycznymi, niepokojącymi, strasznymi, ale głównie kiczowatymi okładkami. I lubiłem to, w ogóle to bardzo lubiłem się bać na horrorach, nawet jeśli oznaczało to kilka nieprzespanych nocy.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Później - zaczynając od "Flinstonów" (pierwszy seans jaki pamiętam), ale przede wszystkim "Króla Lwa" (pierwszy seans, na który poszedłem sam a także początek długoletniej znajomości z pracownikami kina), zaczęły się moje wyprawy do kina. Lubiłem przychodzić zawsze trochę wcześniej i z niecierpliwością patrzeć na zegarek i czekać na kolejnych widzów. Mam wiele dobrych wspomnień związanych z tym kinem.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Oprócz kina lubię też od czasu do czasu poczytać (z różną częstotliwością i skutkiem), posłuchać muzyki, poczytać jakiś komiks, pograć (przygodówki, tudzież klasyki z PSX i PS2, czasem coś innego), a także podróżować. I o tym wszystkim pisać zamierzam: o filmach, które obejrzałem, przeczytanych książkach i komiksach, grach, czasem muzyce (choć tu akurat czuje się najmniej pewnie). Jak wyjdzie - zobaczymy. Życzę przyjemnej lektury.&lt;/p&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/5148071958091785568-3672012863226743550?l=antykwarium.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://antykwarium.blogspot.com/feeds/3672012863226743550/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://antykwarium.blogspot.com/2010/03/1.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5148071958091785568/posts/default/3672012863226743550'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5148071958091785568/posts/default/3672012863226743550'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://antykwarium.blogspot.com/2010/03/1.html' title='1.'/><author><name>Karol</name><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='33' height='19' src='http://3.bp.blogspot.com/-d-ChJ32aYKM/Taxjq37JC2I/AAAAAAAAAO8/j-8kFs4p3Os/s220/tenma.jpg'/></author><thr:total>0</thr:total></entry></feed>
