Pojawienie się na polskim rynku takiej mangi jak "Pluto" to wydarzenie wyjątkowe z kilku powodów. Po pierwsze - jest to tytuł niełatwy i (często) nieprzyjemny, a takie sprzedają się trudno, a wydawcy boją się wprowadzać je na rynek. Po drugie - "Pluto" zupełnie wykracza poza przyjęty przez wielu obraz mangi (i przy okazji anime), jako głupawych historyjek z postaciami o gigantycznych oczach. Jest to też pierwsza wydana w naszym kraju manga Naoki Urasawy - prawdopodobnie najznakomitszego humanisty japońskiego komiksu, o którego "21st Century Boys" i - przede wszystkim - "Monster" zapewne jeszcze tu napiszę. I po kolejne - jest to historia o robotach, które były na wojnie, a teraz mają z tego powodu koszmary. I wyrzuty sumienia.
czwartek, 29 września 2011
"Pluto" czyli egzystencjalnie o AstroBoyu
Subskrybuj:
Posty (Atom)