sobota, 2 lipca 2011

Na fali nostalgii

[artykuł z porzuconego bloga, żeby zapełnić ziejącą tu od długiego czasu pustkę. Ale niedługo napiszę - słowo!]

Dochodzi trzecia, czuję się dość kiepsko (przeziębienie), ale spać mi się nie chce. Myślę sobie o filmie, który dziś obejrzałem, a który zrobił na mnie spore wrażenie, mimo iż ogólnie spotkał się z zaskakującą krytyką. Mówię o „The Boat That Rocked”, znane też jako „Pirate Radio”, czy też – jak kto woli - „Radio na fali”. Ten mały, ale jakże fantastyczny filmik wyszedł spod ręki najwyżej usytuowanego scenarzysty w UK, a mianowicie Richarda Curtisa. Pan od „To właśnie miłość”, czy wcześniejszych „Notting Hill” i „Czterech wesel i pogrzebu” postanowił uraczyć nas czymś z zupełnie innej beczki. Właściwie pasuje tu dość dobrze określenie, iż postanowił „wypłynąć na obce wody”: dotychczas siedzący w kom-romach Anglik zdecydował się na komedię romantyczną sortu nieco innego. Curtis opowiada bowiem, jak zwykle, o miłości. Tyle, że do muzyki.