Co jakiś czas zamierzam przedstawiać Wam sceny z mniej lub bardziej znanych filmów. Na sceny te - jak wskazuje tytuł posta - warto zwrócić uwagę, bo nawet bez odpowiedniego kontekstu wypadają świetnie. Oczywiście będę się starał wybierać filmy mniej znane.
Aha - sceny pozostawiam bez dłuższego komentarza (poza małym wstępem do fabuły). Niech mówią same za siebie.
Na pierwszy ogień idzie więc "Non Pensarci", włoski film z 2007 roku, który na Nowych Horyzontach można było obejrzeć pod tytułem "Nie przejmuj się".
wtorek, 18 maja 2010
Sceny warte zapamiętania: "Non Persarci"
poniedziałek, 17 maja 2010
Do posłuchania
Piosenka ze świetnego "Jak wytresować smoka" (o samym filmie - i jego kapitalnym soundtracku - więcej wkrótce) chodzi za mną już od jakiegoś czasu. Odpowiedzialny jest za to Jon Thor Birgisson, czyli wokalista Sigur Rós, który to zespół odkryłem przy okazji rewelacyjnego trailera do jeszcze bardziej rewelacyjnych "Ludzkich Dzieci". A skąd w animacji DreamWorks piosenka islandzkiego zespołu? Sprawa jest prosta: twórcy "Jak wytresować smoka" (Sanders i DeBouis) a wcześniej także "Lilo i Stitch" nakręcili dokument o Sigur Rós.
A sama piosenka? Typowa dla zespołu (ich styl - głównie dzięki charakterystycznemu wokalowi - rozpoznać nie trudno), utrzymana w duchu ich najlepszych dokonań, dynamiczna, z prostym ale świetnym tekstem, ładnie współgrająca z duchem i klimatem filmu. Zwróćcie też uwagę na te dwie rewelacyjne pauzy w trakcie, które przewrotnie nadają całości jeszcze większej energii. Prawdziwa muzyczna perełka.
Sticks & Stones
I tak - tekst jest po angielsku (prócz jednej zwrotki). Ale kurcze, ten dziwaczny akcent sprawia tylko, że całość jest jeszcze bardziej ujmująca!
niedziela, 16 maja 2010
Piękny Gniot

Gdyby ktoś zapytał mnie, co pamiętam z dzieciństwa wczesnoszkolnego najmocniej, to bez zastanowienia odparłbym: horrory. Każdego dnia powrót do domu po lekcjach przedłużał się o dodatkowe pół godziny (albo i więcej) z powodu obowiązkowej wizyty w wypożyczalni. W przyciemnionym kącie dość sporego pomieszczenia oglądałem wszystkie możliwe okładki, czytałem opisy, a czasami nawet - jeśli właściciel miał dobry humor – udawało mi się coś wypożyczyć. Potem przyszła jeszcze era telewizji satelitarnej i kanałów pokroju RTL7 i Wizja 1 (Rest In Peace), gdzie w weekendowe wieczory zawsze puszczano jakieś słabe (ale wtedy oczywiście przerażające i rewelacyjne) horrory. Właściwie podobał mi się każdy nawet największy gniot (wtedy oczywiście jeszcze "super film!") jaki widziałem w dzieciństwie. Ale było kilka wyjątków. Jednym z nich był „Troll 2”.